Einstein i Hiroszima — list do Roosevelta, „Oh weh” i żal
Stylizowana rozmowa z Albertem Einsteinem: kompas z dzieciństwa, Miyajima 1922, list do Roosevelta, 6 sierpnia 1945 i słowa „Oh weh”. Z dokumentami do…
Ta rozmowa nigdy się nie odbyła — ale każde zdanie w cudzysłowie Albert Einstein naprawdę wypowiedział albo napisał. Pytania i opisy scen są literackie, odpowiedzi trzymają się źródeł. Przechodzimy przez jego wspomnienia: od kompasu z dzieciństwa, przez wyspę w prefekturze Hiroszima, aż po radio, z którego usłyszał, co stało się z tym miastem. Muzyczne tło to utwór "Chiroszima", a samego fizyka można spotkać we Wskrzeszalni.
Oh weh.
Zanim zaczniemy: jak czytać tę rozmowę
Rozmowa jest stylizowana na rok 1947, kiedy Einstein mieszkał w Princeton. Pytania są wymyślone, odpowiedzi to streszczenia znanych faktów i dosłowne cytaty. Pod niektórymi częściami są dokumenty do odkrycia: zasłonięte fragmenty odsłaniają się po dotknięciu, a przycisk "Posłuchaj" odczytuje dokument głosem lektora Einsteina. Każdy dokument ma link do źródła.
Kompas w dłoniach dziecka
— Od czego zaczyna się ta historia? — Od cudu, którego nie umiałem nazwać. Miałem cztery albo pięć lat, kiedy ojciec pokazał mi kompas. Igła zawsze wskazywała jeden kierunek, choć nikt jej nie dotykał. W autobiograficznych zapiskach z 1949 roku Einstein opisał to jako pierwsze zdumienie, które zostało z nim na całe życie: za rzeczami musi stać coś ukrytego. Ten sam kompas pojawia się w nowym wideo na stronie "Chiroszimy" — jako pierwszy przebłysk wspomnienia.
Miyajima, 1922: wyspa w prefekturze Hiroszima
— Był pan kiedyś w Hiroszimie? — W 1922 roku, podczas podróży z wykładami po Japonii. Po kilku tygodniach odczytów odpoczywałem kilka dni na wyspie Miyajima, tej z bramą stojącą w morzu. The Japan Times przypomina, że ponad dwadzieścia lat przed bombą Einstein nie mógł wiedzieć, jak bardzo to wspomnienie będzie mu później ciążyć. Na Miyajimie był gościem — w 1945 roku nazwa tej prefektury wróciła do niego w radiowym komunikacie.
Sierpień 1939: list, który pan podpisał
— Dlaczego napisał pan do prezydenta Roosevelta? — Bo bałem się, że Niemcy zbudują bombę pierwsi. Odkrycie rozszczepienia uranu w Berlinie w 1938 roku pokazało, że to możliwe. Leo Szilard przekonał mnie do napisania listu i pomógł go sformułować. 2 sierpnia 1939 roku go podpisałem. AMNH podkreśla, że list pomógł uruchomić amerykańskie prace nad bronią atomową, choć na początku szły one powoli. Odsłońcie najważniejsze zdania w dokumencie poniżej.
1940: fizyk, któremu nie pozwolono pomagać
— Czy pracował pan przy budowie bomby? — Nie. W lipcu 1940 roku wywiad armii odmówił mi zgody na dostęp do tajnych prac. Uznano mnie za zagrożenie dla bezpieczeństwa. To jeden z najczęstszych mitów: Einstein nie był członkiem Projektu Manhattan. Według AMNH naukowcom pracującym przy projekcie zabroniono się z nim konsultować. Jego wkład to list z 1939 roku — i wzór E = mc², który opisuje energię, ale nie jest instrukcją budowy bomby. Więcej o mitach wokół fizyka: czas, wymiary i prędkość światła.
6 sierpnia 1945: domek nad jeziorem i radio
— Gdzie pan był, kiedy to się stało? — W domku letniskowym nad jeziorem Saranac, w stanie Nowy Jork. Spałem po południu. Helen Dukas, moja sekretarka, miała włączone radio. Kiedy wszedłem do pokoju, to ona powiedziała mi o bombie. The Japan Times opisuje, że Einstein z trudem opanował smutek i powiedział po niemiecku dwa słowa: "Oh weh". Tłumaczy się je jako "biada mi" albo "ach, nieszczęście" — to wyrażenie głębokiego bólu. Szesnaście godzin wcześniej bomba spadła na Hiroszimę.
1947: "nie kiwnąłbym palcem"
— Żałuje pan? — Gdybym wiedział, że Niemcom się nie uda, nic bym nie zrobił. W 1947 roku Newsweek opublikował o nim artykuł "The Man Who Started It All" — "Człowiek, który wszystko zaczął". Przytoczono tam słowa: "Gdybym wiedział, że Niemcom nie uda się wyprodukować bomby atomowej, nigdy nie kiwnąłbym palcem". Po wojnie Einstein wzywał do zakończenia wojen i do międzynarodowej kontroli nad bronią atomową.
1954: "jeden wielki błąd"
Ostatnie wspomnienie wykracza poza naszą rozmowę z 1947 roku. 16 listopada 1954 roku Linus Pauling odwiedził Einsteina w Princeton i zaraz po spotkaniu zanotował jego słowa. Notatka jest zachowana w archiwum Uniwersytetu Stanowego Oregonu. Einstein nazwał podpisanie listu do Roosevelta jednym wielkim błędem swojego życia — ale od razu dodał, że było pewne usprawiedliwienie: strach, że Niemcy zbudują bombę. Więcej o tym, jak pamięć o Hiroszimie żyje w muzyce, opowiada wpis o utworze "Chiroszima".
Psychologiczny twist
Psychologia nazywa to winą moralną bez sprawstwa: ktoś nie zrzucił bomby ani jej nie zbudował, a mimo to dźwiga jej ciężar, bo podpisał list, który uruchomił machinę. Einstein nie udawał, że nic go to nie obchodzi. Nie twierdził też, że sam jest winien wszystkiego. Trzymał obie prawdy naraz — strach przed Niemcami był prawdziwy, a skutek okazał się straszny. Dokładnie tak kończy się "Chiroszima": słowem "wina", które nie wskazuje jednej osoby, tylko przypomina, że takie decyzje mają wielu autorów.
Posłuchajcie "Chiroszimy" — w nowym wideo przewijają się te same wspomnienia: kompas, Miyajima, domek nad jeziorem i radio.