Wieliczka — podziemny bal, żyrandole z soli, historia

Kopalnia w Wieliczce to nie atrakcja turystyczna — to 700-letnia fabryka polskiego luksusu. Sól jako waluta, żyrandole z kryształów halitu, bale 135 metrów…

Wieliczka to nie jest atrakcja turystyczna. To jest najdłużej działająca fabryka w Europie — sól wydobywano tu nieprzerwanie od 1289 do 1996 roku (707 lat). To również pierwsze polskie miejsce na liście UNESCO (od 1978 r.) — razem z Krakowem, w pierwszej edycji w ogóle. Ale najważniejsze — przez większość polskiej historii Wieliczka była tym, czym dla średniowiecznej Europy były kopalnie złota: źródłem władzy. Sól była walutą, konserwantem, luksusem, podatkiem i — w kaplicy świętej Kingi — materiałem na żyrandole. To miejsce, w którym dosłownie zbudowano podziemny pałac z czegoś, co dla dzisiejszego człowieka jest na półce w Lidlu za 2 zł. Spacer po Wieliczce to lekcja, jak działa wartość — i jednocześnie najbardziej "wszystko-grające" miejsce w Polsce. Złoty pałac, ale pod ziemią. Żyrandole, ale z chlorku sodu.

Żupy krakowskie to najpiękniejszy klejnot w polskiej koronie — i jednocześnie ten, który najszybciej się rozpuszcza w wodzie.

1. Sól = władza — dlaczego Polska zbudowała Wieliczkę na siedem stuleci

XIII wiek. Sól jest w średniowiecznej Europie strategicznym towarem — bez niej nie da się przechować mięsa, ryb, sera przez zimę. Brak soli = głód wiosną. Importowana z Lüneburga albo z Wieliczki — różnica w cenie była gigantyczna. 1289 r. — pierwszy udokumentowany szyb (Goryszowski). 1368 r. — Kazimierz Wielki wydaje "Statut Żup Krakowskich" — pierwszy w Europie akt prawny regulujący kopalnię jako instytucję państwową. Żupa (czyli kopalnia + huta) staje się monopolem królewskim. Sól wieliczka i bocheńska dają wówczas 30–40 % wszystkich dochodów Korony. Dla porównania: dziś PIT + CIT + VAT od jednej spółki musiałby przynosić 30 % budżetu państwa, żeby mieć podobny wpływ. Żadna pojedyncza firma w Polsce dziś nie ma takiej skali względnej. Wieliczka była dla Polski tym, czym dla Norwegii jest dziś Statoil — fundamentem suwerenności finansowej. To dlatego Bona Sforza (patrz nasz artykuł o złotej zastawie) bardzo szybko po przyjeździe do Polski zaczęła inwestować w żupy krakowskie. Renesansowa królowa wiedziała: kto kontroluje sól, kontroluje stół. A kto kontroluje stół, kontroluje wszystko, co dzieje się na nim i wokół niego. Kiedy w 1772 r. Austria zabrała Wieliczkę w I rozbiorze, Rzeczpospolita straciła nie tylko miasto — straciła swoje główne źródło dochodów państwa. To było bezpośrednią przyczyną kryzysu finansowego końca XVIII w. Bez Wieliczki, Targowica i Sejm Wielki miały o wiele cieńszą poduszkę finansową niż mogłyby.

2. Kaplica świętej Kingi — kościół wycięty w soli na głębokości 101 metrów

Kaplica św. Kingi to trzecia kaplica w Wieliczce (powstała w latach 1896–1963, budowali ją trzej kolejni rzeźbiarze-górnicy: Józef Markowski, Tomasz Markowski, Antoni Wyrodek — bracia i ojciec/syn). Ma 54 metry długości, 15–18 m szerokości, 10–12 m wysokości. Znajduje się 101 metrów pod ziemią. Wszystko w niej jest z soli kamiennej: posadzka (płyty solne, dosłownie polerowana sól), ściany (rzeźbione płaskorzeźby ewangeliczne — Ostatnia Wieczerza, Hołd Trzech Króli, Rzeź Niewiniątek), ołtarz główny, posągi świętych, ambona — wszystko z chlorku sodu. Najbardziej znane są żyrandole. Trzy z nich wiszą u sufitu, każdy zrobiony z kryształów halitu (sól rozpuszczona w wodzie destylowanej, odparowana i schłodzona — daje przezroczyste kryształy, prawie identyczne jak szkło ołowiowe). Każdy żyrandol waży kilkaset kilogramów, ma kilkadziesiąt świec elektrycznych w środku. Światło przechodzi przez sól, dając charakterystyczne, ciepłe, lekko mleczne świecenie — niemożliwe do podrobienia w zwykłym kryształowym żyrandolu. Cisza w kaplicy jest absolutna. Sól tłumi dźwięk — kapliczne organy (zainstalowane w 2007 r.) brzmią tu jak w katedrze, ale bez echa. To dlatego nagrywa się tutaj płyty muzyki sakralnej — Penderecki (z którym Wieliczka miała szczególną relację) twierdził, że to "najlepsza akustyka kameralnej muzyki sakralnej w Polsce". Kaplica jest konsekrowana. Co niedzielę odprawia się tu regularną mszę. Można też wziąć ślub. Stawka — kilkanaście tysięcy złotych za ceremonię. Lista oczekujących — 2–3 lata do przodu.

3. Bale, koncerty, restauracja 135 metrów pod ziemią — Wieliczka jako sala balowa XXI wieku

Po zakończeniu wydobycia w 1996 r. Wieliczka stała się czystą atrakcją turystyczną i kulturalną. Dziś zwiedza ją ok. 1,5 mln osób rocznie — to piąta najpopularniejsza atrakcja w Polsce (po Auschwitz, Wawelu, Sukiennicach, Łazienkach). W kopalni działa co najmniej 20 komór dostępnych komercyjnie: - Komora Warszawa — największa sala balowa, 54×17×9 m, mieści do 600 osób. Tu odbywają się wielkie bale charytatywne, kongresy, koncerty noworoczne, finały konkursów piękności. Bilet wstępu na bal — od 400 do 1500 zł od osoby. Dwa razy w roku odbywa się "Wieliczański Bal Mistrzów" — z udziałem dyplomatów, naukowców, sportowców. - Komora Michałowice — koncertowa, akustyka klasy A. Grali tu Kayah, Krzysztof Penderecki (kilkakrotnie), Czesław Mozil, polska reprezentacja jazzowa. Co kilka lat organizuje się tu "Festiwal Muzyki w Soli". - Restauracja "Karczma w Soli" — 135 metrów pod ziemią, w komorze Budryk. Można zjeść żurek, bigos, golonkę po wielicku. Cena obiadu — ok. 80–120 zł. Bywa zarezerwowana 3 miesiące do przodu na piątki/soboty. - Sanatorium uzdrowiskowe — 211 m pod ziemią, w komorze Wessel. Mikroklimat solny ma udokumentowany efekt leczniczy dla astmy i alergii (NFZ refunduje pobyty od 2018 r.). Pobyt 14-dniowy — ok. 3500 zł (bez refundacji). Fundamentalna ironia Wieliczki: przez 700 lat kopano tu sól, żeby Polska miała dochód. Dzisiaj robi się tu dokładnie odwrotnie — sprowadza się ludzi pod ziemię, żeby zapłacili za prawo spaceru po dziurach, które wykopali ich przodkowie. Pierwsza wartość: sól = jedzenie. Druga wartość: nieobecność soli = doświadczenie. Obie wyceniane przez rynek — obie warte miliony rocznie.

4. Wieliczka i nasz "wielki bal" — czemu to miejsce tak pasuje do "Wszystko gra"

Kiedy pisaliśmy "Wszystko gra" — pop-soulową balladę o złotym pałacu z dziurawymi dzbanami — Wieliczka nie była bezpośrednią inspiracją. Ale kiedy się o niej myśli, to robi się niepokojące skojarzenie. Wieliczka to dosłownie złoty pałac pod ziemią. Lustra (polerowana sól na ścianach), żyrandole (kryształy halitu), bale (Komora Warszawa), piękne suknie (panie na charytatywnym Balu Mistrzów). Wszystko gra. Wszystko świeci. Wszystko wygląda jak scena z piosenki. A jednocześnie — to wszystko jest z soli. Z najtańszej rzeczy w supermarkecie. Z czegoś, co rozpuszcza się w deszczu. Cała ta wielowiekowa opulencja jest dosłownie zbudowana z czegoś, co znika w wodzie. To jest najczystsza forma metafory dziurawego dzbana, jaką polska historia wyprodukowała: luksus z materiału, który traci wartość, kiedy spadnie deszcz. Potem dochodzi historyczna ironia: kopalnia dostała się Austriakom w 1772, wróciła do Polski w 1918 (na 21 lat), przeszła pod okupację niemiecką w 1939 (Niemcy wydobywali dalej, używając więźniów), była polska po wojnie, ale zalała się w 1992 r. (katastrofa wodna, jedna z największych w historii górnictwa polskiego — zalanie III poziomu, miesiące rekonstrukcji). I wreszcie — w 1996 r. wydobycie kończy się definitywnie, bo import soli z Niemiec i Tunezji jest tańszy. Dzisiaj Wieliczka wciąż jest piękna. Wciąż świeci. Wciąż gra balami i koncertami. Ale funkcjonalnie — jest muzeum. Pałac, w którym nikt już nie wydobywa, nikt nie zarabia, tylko sprzedaje wstęp do siebie samego. To jest bardzo polski model. I bardzo "Wszystko gra".

Psychologiczny twist

Najgłębsza prawda o Wieliczce jest następująca: przez 700 lat ludzie schodzili pod ziemię, żeby wykopać coś, co potem jedli na powierzchni. Dziś schodzimy pod ziemię, żeby zobaczyć dziury po tym, co kiedyś wykopali nasi pradziadowie. Dosłownie odwróciliśmy kierunek wartości: z produkcyjnej (kopiemy → mamy) na doświadczeniową (idziemy → przeżywamy). To samo dzieje się w skali całej polskiej gospodarki. Stocznie? Muzeum (Gdańsk). Hutnictwo? Pamięć i festiwale (Nowa Huta). Kopalnie węgla? Atrakcja turystyczna (Guido w Zabrzu). Przechodzimy z gospodarki rzeczy na gospodarkę narracji. To nie jest złe — to jest po prostu nowe. Ale warto wiedzieć, że stoły, które dziś zastawiamy w bardzo dużej mierze zastawiamy z importu — solą z Niemiec, mięsem z Holandii, owocami z Hiszpanii, elektroniką z Chin. Lustra wiszą, żyrandole świecą — ale żupa już dawno nie nasza.

Posłuchaj "Wszystko gra" — naszej pop-soulowej ballady o pałacu z dziurawymi dzbanami. Przeczytaj też "Złota zastawa Bony" o trzech wielkich stołach polskiej historii. Albo zwiedź historyczny Kraków — Wieliczka leży 15 kilometrów na południe.

Zobacz też

  • Banan Cavendish — dlaczego znika ta odmiana
  • Gruszka — odmiany, ceny, jak wybrać dojrzałą
  • Mandarynka — historia, odmiany (klementynka, satsuma)
  • Cebula — dlaczego płaczemy, kwercetyna, historia
  • Ziemniak — historia w Polsce, odmiany, wartości
  • Ogórek w folii — po co? Odpowiedź (nie taka oczywista)
  • Papryka czerwona vs zielona — różnice, ceny, witamina C
  • Kalafior — fraktal, ryż z kalafiora, wartości, ceny