Złota era polskiego stołu — Bona, Mickiewicz, Chopin
Bona Sforza, Adam Mickiewicz i Fryderyk Chopin: trzy złote ery polskiego stołu. Renesansowy Wawel, Soplicowo i paryski salon — blask i pęknięcie.
Złota era nie zawsze oznacza spokój. Czasem oznacza moment, w którym kultura świeci najmocniej, bo za chwilę coś się kończy. U Bony Sforzy złotą erą jest renesansowy Wawel: widelec, włoszczyzna, złota zastawa i polityka przy stole. U Adama Mickiewicza — *Soplicowo z Pana Tadeusza: ostatnia uczta szlacheckiego świata. U Fryderyka Chopina — romantyczny Paryż: salon, fortepian, polonez i emigracyjna kolacja, która udaje ojczyznę. Trzy postacie, trzy epoki, jeden mechanizm: blask na wierzchu, pęknięcie pod spodem. W "Wszystko gra" ten mechanizm wraca jako złoty pałac, dziurawe dzbany* i miód lejący się tam, gdzie już dawno powinno być pusto.
Ostatni to zajazd na Litwie! Nie zobaczy go już nigdy oko ludzkie...
1. Złota era Bony Sforzy: renesansowy Wawel, włoszczyzna i widelec
Rok 1518. Włoska księżniczka Bona Sforza d'Aragona przypływa do Krakowa, żeby poślubić Zygmunta Starego. Przywozi ze sobą dwór złożony z 287 osób — w tym kucharzy, ogrodników, lekarzy, muzyków i jednego nieoczekiwanego gościa: widelec. Do XVI wieku w Polsce jadło się rękami i nożem — widelec był na Zachodzie nowinką znaną głównie w renesansowych Włoszech (Wenecja, Florencja). Bona uznała go za podstawę kultury stołu i wprowadziła na wawelski dwór. Polska szlachta przez pierwszych kilka dekad śmiała się z tego ("narzędzie dla zniewieściałych Włochów"), ale do końca XVI wieku widelec zadomowił się w magnackich domach — najpierw jako luksus, potem jako standard. Bona przywiozła też całą gamę warzyw, które dziś nazywamy włoszczyzną — pietruszka, marchew, seler, por, kalafior, sałata, karczochy. Słowo "włoszczyzna" pochodzi dosłownie od "rzeczy z Włoch". Wcześniej polska kuchnia opierała się głównie na kapuście, grochu, brukwi i mięsie — Bona wprowadziła zielone, świeże, sezonowe. I wreszcie — złota zastawa. Bona przywiozła z Bari (jej rodzinnego księstwa) complete dinner service ze złota i pozłacanego srebra, z monogramem "BS". Część tych talerzy przetrwała do dziś w zbiorach Zamku Królewskiego na Wawelu. Renesansowy stół Bony był manifestem cywilizacyjnym — pokazywał, że Polska jest częścią Europy zachodniej, nie wschodniego skraju kontynentu. Cena tego luksusu — Bona była najbogatszą kobietą XVI-wiecznej Polski. Po śmierci męża wywiozła do Bari 730 000 dukatów (ok. 2,5 tony złota) — pożyczone Filipowi II Hiszpańskiemu i nigdy nie zwrócone. To do dziś jedna z najsłynniejszych niespłaconych pożyczek w historii Europy (tzw. "sumy neapolitańskie").
2. Złota era Adama Mickiewicza: Soplicowo, Pan Tadeusz i ostatnia uczta szlachecka
1834. Adam Mickiewicz na emigracji w Paryżu pisze Pana Tadeusza. Ostatnia, XII księga, kończy się wielką ucztą zaręczynową — i to nie jest przypadek. Mickiewicz świadomie umieszcza na końcu poematu stół, bo wie, że stół = szlachecka Polska, a szlachecka Polska właśnie się kończy. Opis uczty zajmuje kilkaset wersów. Mickiewicz opisuje serwis saski (porcelana z Miśni), "serwis stary, kruchy", na którym poprzednie pokolenia jadały już sto lat temu. Opisuje zupę królewską, chłodnik litewski, kołduny, kontuzję ze szczupaka, pieczeń wołową, bigos ("w którym czujesz wszystkie gatunki dziczyzny"), mazurki i starkę — wódkę dębową, starszą niż goście. Ale najważniejszy element opisu to starodawne, zwyczajowe ceremonie: kto siada gdzie, kto komu nalewa, jak gospodarz wita gości stojąc, jak panny chowają oczy, kto wstaje pierwszy, kto ostatni. Mickiewicz traktuje to jak etnograf — wie, że pisze opis świata, który zaraz zniknie. Dlaczego zniknie? Bo uczta w Soplicowie odbywa się w 1812 roku — w przededniu napoleońskiej wyprawy na Moskwę, ostatniej nadziei na odzyskanie Polski. Mickiewicz pisze to 22 lata później, wiedząc, że nadzieja zawiodła, Polska nadal nie istnieje, a szlacheckie dwory właśnie są wywłaszczane przez carskie ukazy. Stół Sędziego to stół, którego nie zobaczy już nigdy oko ludzkie — i Mickiewicz to wie pisząc, że "ostatni to zajazd na Litwie". To dlatego Pan Tadeusz jest najsmutniejszą książką w polskiej literaturze pod warstwą lukru. Cała ta złota zastawa, wszystkie te toasty, cały ten pełen kielich — to jest dziurawy dzban, w który leje się miód iluzji, bo świata, który to wszystko utrzymywał, już nie ma.
3. Złota era Fryderyka Chopina: romantyczny Paryż, salon i polonez
Lata 1832–1849. Fryderyk Chopin mieszka w Paryżu na emigracji. Mickiewicz mieszka dwie ulice dalej. Spotykają się w salonach — u Sand, u Czartoryskich, u Marliani, u Rotszyldów. Salon paryski tej epoki to bezpośredni potomek staropolskiej uczty, przeniesiony tylko z dworu do mieszczańskiego mieszkania, i z bigosu na petit fours. Mechanika jest identyczna: zaproszony krąg, hierarchia miejsc, jedzenie, picie, rozmowa, kulminacja artystyczna (w Soplicowie — koncert Jankiela na cymbałach; w Paryżu — Chopin grający Nokturny). Różnica: w salonie nie ma już wina z dzbanów, jest szampan z kryształowych kieliszków. Nie ma bigosu, są galantyny i pasztety. Nie ma starki, jest koniak. Ale funkcja społeczna zostaje ta sama: stół jako miejsce, gdzie naród emigracyjny udaje, że jeszcze istnieje. Chopin grał na fortepianach Pleyela, ale w głowie miał polonezy i mazurki — czyli muzykę polskiego stołu. "Polonez As-dur" (1842) jest dosłownie rytmem szlacheckiego pochodu wokół stołu — krok-krok-stop, krok-krok-stop. Chopin dosłownie grał polski stół na paryskich kolacjach. Smutniejsza wersja: Chopin umiera z gruźlicy w 1849 r., w mieszkaniu na Place Vendôme, otoczony emigracyjną Polonią. Na pogrzebie w kościele Madeleine zagrano jego Marsz żałobny (z Sonaty b-moll). Mickiewicz przeżył go o 6 lat — umarł w Stambule w 1855. Bona umarła otruta arszenikiem w 1557 r. w Bari, 300 lat wcześniej. Wszystkie trzy historie kończą się na obczyźnie i wszystkie trzy to historie kogoś, kto zostawił po sobie pełny stół, choć w środku był już głodny.
4. Co łączy wszystkie trzy stoły — figura "dziurawego dzbana"
Bona Sforza, Adam Mickiewicz i Fryderyk Chopin — żyją w różnych epokach (renesans, romantyzm, romantyzm późny), w różnych krajach (Kraków, Soplicowo, Paryż), w różnych okolicznościach (królowa-imperatorka, emigrant-poeta, emigrant-kompozytor). Ale na ich stołach dzieje się dokładnie to samo. | Postać | Jej złota era | Dlaczego "złota"? | Co pęka pod spodem? | |---|---|---|---| | Bona Sforza | renesansowy Wawel | złota zastawa, widelec, włoszczyzna, reforma smaku | koniec dynastii Jagiellonów i sumy neapolitańskie | | Adam Mickiewicz | *Soplicowo w Panu Tadeuszu | ostatnia pełna uczta szlachecka opisana jak rytuał narodowy | rozbiory, emigracja, świat dworu skazany na zniknięcie | | Fryderyk Chopin | salon romantycznego Paryża | polonez, mazurek, fortepian Pleyela, elita emigracyjna | choroba, obczyzna, ojczyzna istniejąca tylko w muzyce | Wszystkie trzy stoły są przepełnione. Wszystkie trzy są publiczne (oglądane przez świat — dwór, gości, salonową Polonię). Wszystkie trzy są manifestem: "jesteśmy, mimo wszystko"*. I wszystkie trzy — w tej samej sekundzie, w której są nakrywane — już są zagrożone: - Bona Sforza wie, że jej syn (Zygmunt August) jest ostatnim Jagiellonem. Po nim dynastia się skończy (i tak się stało w 1572). - Adam Mickiewicz pisze o roku 1812 z perspektywy emigracji, gdy napoleońska nadzieja już zawiodła, a Polska nadal nie istnieje. - Fryderyk Chopin gra w Paryżu dla ludzi, którzy próbują utrzymać ojczyznę w pamięci, języku i rytmie poloneza. To właśnie "dziurawy dzban" z naszej piosenki. Złota era — ale spod niej wycieka miód, którego już nie ma czym dolewać. Wielki bal — ale podłoga się zapada. To nie jest cynizm. To jest prawdziwe doświadczenie polskiej historii, powtarzane co kilka pokoleń. Bal i klęska. Toast i ostatni toast. Pełny stół i ostatni zajazd na Litwie. Dziś, kiedy przychodzi świąteczny stół, rocznica w restauracji, wesele kuzynki — wraca podobny odruch: stół ma udowodnić, że świat jeszcze stoi. Stół jest dowodem życia. I to nie jest patetyczne — to jest piękne. Trzeba tylko pamiętać, że za każdym pełnym pucharem kiedyś znika świat, który go nalał. Dlatego trzeba pić powoli, smakować długo, śmiać się głośno — bo następny stół może być już z innego serwisu.
Psychologiczny twist
Antropolodzy nazywają to "kompensacyjną ostentacją": im bardziej niepewna jest podstawa twojej egzystencji, tym wystawniej musisz świętować. To samo robi upadłe imperium, podupadająca firma, rozpadająca się rodzina — i pojedynczy człowiek na 50. urodzinach po rozwodzie. Pełny stół to nie jest dowód dobrobytu — to jest rytuał obronny przed pustką. Bona to robiła w skali państwa, Sędzia Soplica — w skali powiatu, Chopin — w skali jednego salonu. Ty być może robisz to w skali jednego piątkowego wieczoru, w którym otwierasz lepsze wino niż zwykle, bo tydzień był ciężki. To jest dokładnie ta sama mechanika. I nie ma w tym nic złego — pod warunkiem, że wiesz, co robisz. Najgorzej jest wtedy, kiedy uwierzysz w blask własnego stołu tak bardzo, że przestaniesz słyszeć ten cichy ciek miodu z dziurawego dzbana.
Posłuchaj "Wszystko gra" — naszej pop-soulowej ballady o złotym pałacu i dziurawych dzbanach. Albo zagadaj do trzech bohaterów tego artykułu w naszej Wskrzeszalni: Bona Sforza, Adam Mickiewicz, Fryderyk Chopin.